piątek, 26 lutego 2016

01. Rozdział | 31.08.1975r. - 01.09.1975r. |

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Trzydziesty Pierwszy Sierpnia 1975r.
Noc

1.09.1975r. - Podróż do Hogwartu na piąty rok - Sev i Lily


Witaj, drogi Dzienniczku. Kiedyś byłeś w posiadaniu mojej prababci, teraz w moim. Jestem Lily. Dokładniej Lilianne Marie Evans, jednak wolę, aby zwracano się do mnie po słodkim zdrobnieniu "Lily". Jestem rudowłosą dziewczyną o piegowatej cerze i zielonych, migdałowych oczach. Jestem również uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdzie zostałam przydzielona do domu Godryka Gryffindora, i od Pierwszego Września będę tego domu Prefektem wraz z Remusem Lupinem. Mogło być gorzej - mógł być Potter, jednak Lupin to jego stary "kumpel". Dziękuję z całego serca panu dyrektorowi, Albusowi Dumbledorowi który uznał, że Potter, bądź Black nie byliby ani trochę godni tej odznaki z piękną literą ,,P". Gratuluję Lupinowi nie tylko i wytrwałości, że jest przyjacielem Pottera aż tak długo. Nie jeden by się załamał. A co dopiero taki inteligent jak on. Jestem czarodziejką mugolskiego pochodzenia, czyli oznacza to, że moi przodkowie musieli być czarodziejami, którym urodził się charłaczy potomek. Zapewniam Cię, dzienniczku, że nie łatwo być "szlamą" przy takich elitach, jak Potter...

...cóż, może w tych sprawach rozumieją mnie tylko moje trzy przyjaciółki, Dorcas, Mary i Marlene. Razem tworzymy bardzo zgraną kupę "psia psiółek" (Ależ nie znoszę tego określenia!) i nazywamy się potocznie "Dziewczyny Gryffindora" (miało być coś bardziej się rymującego, jednak bogaty zasób rymów Dorcas dał się we znaki)
Chociaż mówią, że to nie ładnie grzebać w cudzych sprawach, to przeczytałam Twoją poprzednią zawartość. Moja babcia również miała na imię Lily, i również była czarownicą. To jej urodził się charłaczy syn, którego nazwała Hyrpion, sama nie wiedziała dlaczego, ale chyba głównym powodem było skojarzenie, że ciągle hyrlał (czy jakoś tak PS: dziwne skojarzenia).  Nakłonię mojego syna, bądź córkę, aby nazwał(a) swoją córkę Lily. I w dniu piętnastych urodzin wręczę jej ten dziennik. Obiecuję.

Nie ważne! Po co się mam przedstawiać, jak i tak oczekujesz tylko jednego? Aż opiszę swoją sytuację. Właśnie teraz siedzę przed biurkiem z piórem w ręku, jednak początki pisałam długopisem. Ale w porę się opamiętałam, bo grzech to byłby gdybym napisała coś długopisem! Jednak napisałam, ale musisz mi to wybaczyć, to po prostu z przyzwyczajenia! Jest godzina trzecia nad ranem, a ja dalej siedzę! Ale nie martw się, to jest zupełnie normalne. I wstanę ponownie o dziewiątej, jakby nigdy nic i znowu będę robiła byle co, a w nocy dopiero o najważniejszym mi się przypomni.
Teraz ciężko ziewam i moja głowa swobodnie opada na Twoje kartki, i szeleszczą przy tym miło. Lepiej będzie, gdy pójdę już spać. Dobranoc, dzienniczku.

~~~~~~~~~~~~~~~~

Pierwszy Września 1975r.
Wieczór.

Dzień Dobry, Dzienniczku. To znowu ja, Lily. Jestem w pełni wyspana i odświeżona, aby opowiedzieć Ci, co dzisiaj się mi przytrafiło. No więc słuchaj... albo czytaj, Lily III.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy Wrzesień 1975r.
Ranek

Wstałam jak zwykle o dziewiątej nad ranem. Przetarłam swoje zielone oczy w kształcie migdałków, przeciągnęłam się i ziewnęłam ciężko. Wciągnęłam na nogi klapki, wstałam, pościeliłam łóżko i pierwsze co zrobiłam, to wyciągnęłam z mojego zaczarowanego kalendarzyka który odliczał dni powrotu do Hogwartu czekoladową żabę i zjadłam ją ze smakiem. Potem zeszłam na dół, aby sprawdzić, czy Tunia bądź moi rodzice już wstali. Okazało się, że tak, wstali. I jedzą śniadanie. Ale tak beze mnie? Przecież przez te dziesięć miesięcy mieliby jeszcze stokroć okazji do tego, aby zjeść wspólne śniadanie.

Nie powiem, zrobiło mi się przykro, że jedzą już wspólne śniadanie. Zostałam odtrącona od całej społeczności Evansów, bo sobie tak mama z Petunią zażyczyły. 

Dlaczego tutaj piszę, że moja mama i Petunia tego chciały? Ponieważ zawsze czułam, od kiedy dostałam list z Hogwartu, że to tata bardziej się mną interesuje. Owszem, mama też, jednak to była jej zwykła fascynacja, co nazywała "opiekuńczością". Nic już nie poradzisz na zazdrość, drogi Dzienniczku.

- O, Lily. -Zawołał mój ojciec do mnie z zaskoczeniem, jakby zobaczył ducha, równocześnie smarując masłem chleb. Sama nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać. - Przysiądź się do nas, jak widzisz, już zaczęliśmy bez Ciebie... -Ledwo co wydusił z siebie te słowa z zakłopotania. Jak już mówiłam, to on mnie jedyny kocha z całej rodziny (oprócz dziadków), przy tym inni nazywają mnie "córeczką tatusia" chociaż Lily w prawdzie rzeczy jest córeczką Gryffindora i "córeczką Slughorna" - tak, właśnie tak mnie nazywali, kiedy po parę razy udało mi się idealnie uwarzyć parę eliksirów w czwartej klasie, a Slughorn to chętnie pochwalał (Oczywiście nie osiągnęłabym tego bez pomocy Severusa). W prawdzie rzeczy zamiast córeczką powinno być ulubienicą, ale ty człowieku zrozumiesz co oni tam myślą, Ci zapyszeni czarodzieje czystej krwi, pragnący tylko wytępić wszystkie szlamy z ich środowiska?

- Nie, dziękuje, nie jestem głodna -Powiedziałam to z lekką odrazą, kierowaną do Petunii, która jadła co popadnie, najprawdopodobniej bojąc się o to, że dla niej zabraknie, a dla mnie starczy. - Muszę jeszcze wysłać list do Severusa i Dorcas... -tak, była to wymówka, ponieważ nie zamierzałam wysyłać listu do Severusa, ponieważ jesteśmy sąsiadami. Do Dorcas, owszem, z pytaniem, jaki kwiatek mam sobie kupić na ten rok, ponieważ to ona posiada wszystkie magazyny ,,Czarownicy" które się ukazywały. To jest jej pasja - kolekcjonowanie magazynów z plotkami, tych czarodziejskich, a ja chciałam jej podarować poczucie obowiązku ze względu na te magazyny.

- Ależ córeczko, chodź, będziesz głodna - tym razem powiedziała to moja matka, a jej głos był bardzo nie przekonujący, z tego względu, że brzmiał tak słodko, że wydawało się mi że pochodzi on od jakiegoś przedszkolaka do przedszkolaka. 

- Cóż, wezmę tylko kanapkę i lecę na górę, aby napisać te listy -Powiedziałam pospiesznie, wchodząc do kuchni i biorąc z wyplatanego ręcznie koszyka chleb, wyrywając nóż od Petunii, która właśnie smarowała sobie nim chleb. Językiem oczyściłam dżem, który smarowała moja siostra przed chwilą chleb i wzięłam na nóż masło i zaczęłam smarować nim chleb.

- Fuj! - Rzuciła do mnie w moją stronę moja siostrzyczka na widok, jak zlizywałam dżem z noża - To nie higieniczne! Od czego jest ścierka?

Ja tylko wzruszyłam ramionami i dalej smarowałam masłem chleb. Kiedy już odpowiednio nasmarowałam, czyli nałożyłam masło na chleb, wzięłam ze stołu trzy ogórki i nałożyłam je na masło, które było na kanapce.

- Dobra, dzięki - Rzuciłam im te dwa słowa, idąc w stronę schodów, a po chwili znowu znalazłam się w moim pokoju, już bez kanapki, bo połowę zjadłam w drodze do pokoju, a połowę dałam na spółkę mojej kotce, Mily, która za to grzecznie usiadła na moich kolanach, kiedy dosiadłam biurka, chwyciłam pióro i zaczęłam szybko pisać do moich przyjaciół. Chociaż z początku nie miałam zamiaru pisać do Sev'a, to jednak zdecydowałam się do niego napisać.


Drogi Severusie

Z tej strony Lily, i chyba się nie spodziewałeś tego listu zbytnio. Otóż chciałam Cię powiadomić, że jednak mój tata zgodził się Cię podwieźć na Stację Kings Cross. Jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwa, a ty?

Co u Ciebie? Z tego, co wiem, to przez całe lato byłeś u swojej ciotki, Stelli, a przynajmniej tak mi powiedziałeś. Co u niej? Dalej bawi dzieci Twojej kuzynki, chociaż ona nie ma z nimi w ogóle pokrewieństwa? I dalej robi te okropne, kwaśne, śliwkowe przetwory?

Jeżeli chodzi o mnie, to wakacje spędziłam nawet dobrze, ale bez Ciebie to nie to samo.

Przepraszam, że taki krótki list, Severusie, ale niestety nie mam weny aby rozwinąć list.

Twoja zawsze oddana Lily.


Przywołałam do siebie swoją sówkę, Wazelinę (tak, wiem, bardzo oryginalne imię!) i przywiązałam ten krótki liścik do jej nóżki, i powiedziałam jej, jak ma na imię odbiorca listu. Odepchnęłam Mily z kolan, ale tylko lekko, ponieważ sama zrozumiała, o co mi chodzi. Te dziecinne sztuczki z Sev'em kiedy miało się siedem lat podziałały. I tak przesiedziałam w pokoju następną godzinę, kiedy usłyszałam głos z dołu, który pochodzi od mojego ojca.

-Lily! -Krzyknął z dołu -Czas się zbierać!

To miłe z jego strony, że zapamiętał, że dzisiaj mam wyruszyć do Hogwartu. Petunia dawno została odwieziona na Rozpoczęcie Roku w swojej mugolskiej szkole, w której kończyła ostatnią klasę szkoły podstawowej. A ja jutro miałam rozpocząć bardzo dobrze zapowiadający się rok, z odznaką Prefekta na prawej piersi.

Zbiegłam na dół, a przed drzwiami w korytarzu czekał mój ojciec i Sev.

-Cześć, Sev -Przywitałam go, przytulając go mocno. Założę się, że spłonął rumieńcem, kiedy go przytulałam, jednak nie mogę mieć pełnej pewności, że to uczynił, ale zawstydził się - na pewno. No bo kto normalny przytula swojego przyjaciela przy swoim... ojcu? Mógł uznać przecież, że to mój chłopak, ale ja bardzo pragnęłam znowu dotknąć jego włosów. Może i były tłuste, ale były.

Wyszliśmy z domu, kierując się wprost do auta, którym mieliśmy pojechać na Stację Kings Cross. Zapakowaliśmy kufry i inne rzeczy do bagażnika, i wsiedliśmy na siedzenia. Sev z przodu, obok taty, a ja siadłam z tyłu, zaraz za nimi. 

~*~
Kiedy dotarliśmy na Stację Kings Cross pożegnałam tatę i razem z Sevem dostarliśmy na Peron 9 i 3/4. Wsiedliśmy do pociągu i zajęliśmy sobie miejsce w ósmym przedziale, jednak ja, z powodu że jestem prefektem, musiałam udać się na spotkanie prefektów, które było w pociągu. 

Pozostawiwszy rzeczy w przedziale, udałam się na spotkanie prefektów. Szybko dołączył do mnie niejaki Remus Lupin, którego tylko tolerowałam, ponieważ przyjaźnił się z Potterem, a chyba każdy wie, jak Potter potrafi mnie wkurzać.

-Cześć, Lily -Przywitał się ze mną lekko zmieszany Remus -Ty również zostałaś prefektem Gryffindoru? 

-Tak, zostałam. List przyszedł do mnie jakoś w połowie Sierpnia, a do Ciebie? I cześć, Remusie.

-Hmm, u mnie też jakoś tak. -Powiedział, i już byliśmy na miejscu. I zaczęło się spotkanie Prefektów.

~*~
Zmęczona po spotkaniu prefektów udałam się do wagonu, w którym siedział Severus, rzucając jeszcze Remusowi ,,cześć". Opadłam na siedzenie obok niego i odpłynęłam w słodką krainę snu.
~*~
-Hej, Lily! -Usłyszałam znajomy mi męski głos, a jego posiadacz szturchał mną lekko -Dojechaliśmy już do Hogsmade

-Oh, naprawdę? -Zapytałam zaskoczona, podnosząc się lekko -Ile spałam?

-Całą podróż -Powiedział Severus, uśmiechając się lekko, ale jednak nie był zgodny ze sobą co do uśmiechu.

-Cóż, pewnie dużo mnie ominęło -Również blado się uśmiechnęłam, szczęśliwa, że jestem już przebrana w szaty a na mojej piersi widnieje plakietka Prefekta. Wysiedliśmy z przedziału, i oczywiście musieliśmy napotkać panów P. i B. (Nie liczę tego małego, bo wydaje mi się... nie za bardzo pasujący do nich)

-Witaj, Smarkerusie -Przywitał się z nim jakże uprzejmie pan Black

-Spadaj, Black. -Warknęłam do niego, patrząc na niego wściekłym spojrzeniem. 

-Bo co? -Odezwał się w tym momencie pan Potter

-Po to, Potter, że w przeciwieństwie do Ciebie jestem prefektem -Warknęłam do niego

-I co? -Prychnął -Będziesz odejmować punkty swojemu domowi?

-Tak -wysyczałam przez zaciśnięte zęby -Mnie nie obchodzą żadne punkty, tylko to, że wykonuję dobrze swoje obowiązki. Poproszę prefekta Slytherinu, aby wam odjął punkty. -Powiedziałam, i pociągnęłam za rękę Severusa, przepychając się obok nich. Wyszliśmy z pociągu, kierując się do powozów. Całą drogę przebyliśmy w rozmowie, żartach i innych opowiastkach Severusa.

~*~
Teraz, drogi pamiętniczku opowiem Ci to wszystko w streszczeniu, ponieważ okropnie chce mi się spać. No więc, byliśmy w Wielkiej Sali, Tiara Przydziału wykonała swoją coroczną śpiewkę na temat tolerancji (chociaż wątpię, aby Potter coś zrozumiał z jego mózgiem wielkości ziarna pszenicy, albo kwiatka) i przydzieliła do domów. Po skończonej uczcie wykonałam swoje obowiązki Prefekta (nie odbyło się bez pytań, czy lubię jednorożce, albo czy James to mój chłopak, bo oczywiście pasujemy do siebie jak ulał) i teraz tutaj siedzę. 

To by było na tyle. Dobranoc, Dzienniczku. 

~~~~~~~~~~~~

No więc, skończyłam! JEST! Pisałam to aż od 22 do 3 nad RANEM! Oczywiście błagam, że jeżeli przeczytałeś, to skomentuj i oceń! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz